ABBA i teatr pamięci. Dancing Queen po sześćdziesiątce.

    Poniższy felieton ukazał się na portalu Teatr dla wszystkich  Bardzo się cieszę z okazjonalnej współpracy z nimi.  Zachęcam do zapoznania się z tym teatralnym forum, który jest otwarty dla wszystkich, jak sama nazwa na to  wskazuje.

Uzupełniam zdjęciami i cytatami.

Stojąc na wietrznym molo w Brighton, poczułam, jak słona bryza miesza się z zapachem frytek i czymś, co nazwałabym „duchem roku ’74”. To tutaj, w The Dome -  Royal Pavillion czwórka Szwedów w butach na wysokich koturnach wywróciła świat do góry nogami. Ja miałam wtedy  jeszcze naście lat,  burzę niesfornych włosów/ są do tej pory/  i głowę pełną marzeń, które rymowały się z „Waterloo”- promise to love you forevermore. Na zdjęciu już 20 lat😀


Utożsamiałam się z Agnetą😀 wiele lat potem,
still looking fire, always a  teaser😀


Przyjechałam  do tego miejsca jako dojrzała kobieta. Zupełnie nie pamiętałam, że ABBA  wygrała tutaj 19.Eurovision Song Contest w 1974roku


. Zobaczyłam wystawę w  Brighton Museum&Art Gallery i reportaż filmowy z tego koncertu, gdzie członkowie tak  młodzieńczo i  entuzjastycznie mówią o radości wygranej.

Siadłam tam na ławeczce w muzeum i się zamyśliłam. Obok były pudełka  ze strojami, dzieci  się przebierały i tańczyły do dźwięków Abby.
Wejście do  The Dome.

The Dome ze strony ogrodów.

I wiecie co? ABBA to nie jest tylko zespół. To nasza  młodość , zamknięta w tamtej muzycznej  harmonii i ogromnej ekscytacji, że rozumiemy tekst piosenek.  Satysfakcja z nauki języka angielskiego. Patrząc na błękit kanału La Manche, English Channel jak to mówią Anglicy,  zrozumiałam, że my – pokolenie tamtej euforii – jesteśmy jak ich piosenki. Z pozoru radosne i błyszczące od cekinów, ale pod spodem podszyte melancholią, o której śpiewała Agnetha w „The winner takes it all”. Nasze córki nadal tęsknią do mody lat 70. 

W Brighton  jest   nadal kolorowo, liberalnie,  nowocześnie i bardzo tolerancyjnie . Nawet w kościołach.

Muzeum podkreśla t cechy liberalizmu w wystawach.




Słynne usta Mae West wg projektu S. Dali.

Dojrzała  kobieta, dekadę młodsza od  współczesnej Agnethy  może czuć się autentycznie wolna.   ABBA  daje tamtą radość. Oni się nie zestarzeli – oni się zdigitalizowali, stali się nieśmiertelnymi „Abbatars” My wymieniliśmy "dzwony" na wygodne casualowe/ też signum temporis/ spodnie, koturny na sportowe buty,  a nieprzespane noce na spokojne poranki z widokiem na morze.

Moja refleksja z tej podróży? Nie wygraliśmy bitwy z czasem, tak jak Napoleon pod Waterloo, ale wciąż potrafimy tańczyć I feel  like I win when I lose. Może wolniej tańczymy, może z lekkim kłuciem w kręgosłupie, biodrze, lub zerwanym wiązadłem kolanowym, ale z tym samym błyskiem w oku, który pojawił się, gdy świat po raz pierwszy usłyszał to radosne I have met my destiny,,, my my.

Bycie „Dancing Queen” w wieku sześćdziesięciu lat to nie kwestia sprawności stawów, ale odwagi, by wciąż cieszyć się muzyką, która kiedyś obiecała nam, że życie będzie jedną wielką piosenką. Królową parkietu udawało mi się być wielokrotnie z okazji różnych spotkań towarzyskich w kraju i za granicą.  Szczególnie na zjazdach szkolnych. 

Z moją ulubioną prawie córką.😁

Zjazd licealny. Z  koleżanką szkolną i z podwórka.

Najbardziej pamiętam pobyt w  angielskim bliźniaczym mieście w 1996, gdzie tańczyliśmy przy muzyce na żywo z zespołem, który był przebrany za Abbę. Pierwszy raz  widziałam takie show. Znajdę zdjęcie potem.

Pamiętacie, co się działo  w 1976 roku, gdy w listopadowy wieczór w Studio 2 zobaczyliśmy zespół  ABBA,  to było jak lądowanie kosmitów w szarym PRL-u. Tak wyglądała skromna scenografia, słynne pudełka i jakaś niby folia

Dla mojego pokolenia ta czwórka ze Szwecji nie była tylko zespołem. Byli obietnicą innego świata – pełnego brokatu, koloru i uśmiechów, których na naszych ulicach brakowało. Dwa tygodnie temu, gdy patrzyłam na reklamy ABBA Voyage  w Londynie, czułam pewne spełnienie. Od ponad 20 lat  znowu należymy do zachodniego świata. Możemy sobie pozwolić na zachcianki, np. na  wyjazdy i bilety na wirtualny  koncert  Light& Magic.

Zdj. promocyjne.

Zdj.promocyjne

Z jednej strony to magia, ale z drugiej świadomość, że przecież upłynęło  ponad 50 lat od sukcesu Abby, a oni znowu młodzi. Zmarszczki  pojawiają się na twarzy, gdy śmiejemy się do wspomnień. Ale oczy widzą niedokładnie, nawet w okularach. Ten galaktyczny koncert  widzimy z detalami.  Dziennikarz GW pisze: „Tymczasem poderwała się publiczność. Na „Dancing Queen" już nikt nie siedział, chociaż fotele były wygodne. Nawet fani z niepełnosprawnościami tańczyli na swoich wózkach. Trzy tysiące szczęśliwych ludzi w różnym wieku, niewypowiedzianie wdzięcznych, że ktoś ich tak pięknie okłamał. Jak na seansie zbiorowej hipnozy, jak w sekcie. „Jestem jak sen wewnątrz snu" – śpiewała Agnetha w „Don’t Shut Me Down", jednym z nowych utworów z  płyty "Voyage", a ja pomyślałem sobie, że ten powrót Abby powinien zainteresować filozofów, psychologów i inne tęgie głowy...” 

Piosenki ABBY starzeją się inaczej niż my. One nie tracą blasku, choć pod tą radosną warstwą disco zawsze wyczuwałam nutkę smutku, tę ich słynną „melancholię undercover”. The winner takes it all  czy SOS, Fernando smakują dziś zupełnie inaczej niż wtedy, gdy miałam dwadzieścia lat. Wtedy to był dramat, dziś to opowieść o tym, co w życiu naprawdę straciliśmy i co udało nam się ocalić.

Często myślałam o dziewczynach z Abby.  W dobie internetu dowiedzieliśmy się wszystkiego na ich temat. Wiodą dostanie życie, w Szwecji, Szwajcarii. Też się naturalnie starzeją.  Realizują swoje pasje muzyczne. Abba Voyage to ich największy projekt. Patrzę na moje zdjęcia z tamtych lat, przeglądam pamiętniki i tak myślę, że duchowo wcale się nie starzeję. Pewnie  to niedojrzałe?  Nadal realizuję  swoje młodzieńcze pasje, pisanie, nauka języków obcych, podróże.

Umiemy się bawić.   Dom spokojnej książki

Sukcesy? Też się pojawiły,  szyte na swoją miarę.

  ABBA wraca co jakiś czas. Musical i   film  Mamma Mia z doborową obsadą  bardzo  przyczynił się znowu  do ich  popularności. Wirtualny koncert  Abba Voyage  jest prezentowany od 2022 do 2026.

Możemy mieć po sześćdziesiątce,  możemy nie mieścić się już w tamte "dzwony", ale gdy tylko zaczyna się  Mamma Mia czy Dancing Queen każda z nas znów ma te siedemnaście lat. I za tę chwilową nieśmiertelności, Benny, Björn, Agnetha i Anni-Frid – dziękujemy Wam za muzykę.  Oni też zwykle  wszystkim dziękują  na koniec koncertu piosenką Thank you for the music.

 Jakie piosenki Abby najbardziej Wam się utrwaliły i dlaczego? Pamiętacie jakieś szczególne chwile związane z ich muzyką?

Komentarze

  1. Abba - dziękuję za przypomnienie i to jeszcze z takiego miejsca.
    Oczywiście towarzyszyła nam przez wiele lat chociaż dla mnie brzmiała zbyt mechanicznie.
    Co ciekawe, to doświadczyłem niespodziewanego potwierdzenia tej opinii.
    Jechałem kiedyś samochodem z trzema przypadkowymi pasażerami. Dystans - ponad 400 km.
    Dwóch natychmiast zasnęło, trzeci spytał czy mam jakieś dyski z muzyką.
    Puściłem - to była ABBA - posłuchał może 2 piosenek - to za słodkie - stwierdził. Masz coś innego?
    Miałem - uwertury do oper Rossiniego.
    O, to ma charakter - skomentował mój gość, ale po kilku minutach też zasnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałeś mi jak kiedyś jechało się stopami. Imponowało, gdy ktoś miał jakieś ciekawe kasety. Mówię o latach 80. Gdy takie ciekawe kasety trzeba było samemu nagrywać z radia, albo przywozić zza granicy. Trasę Rzeszów - Ostrowiec często pokonywałam stopem. Bo z powrotem zawsze grzecznie podróżowałam komunikacją publiczną. Poznałam raz fajnego faceta z Łdzi, podpalał mi papierosa i zjechał na środek jezdni. Miał pecha, bo z naprzeciwka jechała policja i potem zapłacił mandat. Był starszy ode mnie, wyrażał się bardzo starannym językiem i słuchał muzyki poważnej. To mi zaimponowało. Ja wtedy chodziłam regularnie do filharmonii i do teatru, gdzie w tamtych czasach grano klasyczne sztuki. Zatrzymaliśmy się w Opatowie na obiad. Potem nawet korespondowaliśmy krótko. Ja chyba stamtąd wróciłam już autobusem, bo on się gdzieś śpieszył, A wspólny obiad opóźnił jego podróż. Jakby tak pomyśleć, to na każdą sytuację mam jakieś wspomnienie🤔


      Usuń
  2. ślicznie Ci w tym berecie...
    no, ale miało być o ABBA-ie...
    ja śpiewa, czy raczej rapuje Fagata "to skomplikowane", bo wymaga przewinięcia całej taśmy... bo zacznijmy od tego, że od zawsze, jeśli chodzi o muzyczne zainteresowania, to jestem rockmanem, a centralnie metalem z hard core punkowym odchyleniem, zaś co takiego może kręcić w popie?... odpowiedź jest banalna: dupy... nie ma co ściemniać i nie ma co się wstydzić... zwłaszcza gdy się było małolatem... to są naturalne sprawy... Frida mnie wtedy jarała oralnie, zaś Agnetha analnie, taki się miało wtedy fantazje... zaś muzyka była tylko pewnym dodatkiem, przyprawą do dmuchania panienek w realu...
    dopiero w późniejszym wieku zaczęło mi się zmieniać podejście do tej muzy... to jest po prostu klasyka, którą się szanuje... zaś przy okazji ja się sporo pozmieniałem, znaczy zmienił mi się gust... od wielu już lat wolę się kochać bez muzyki, w ciszy, gdy się słyszy tylko partnerkę, całą paletę dźwięków, które produkuje... za to co z muzą?... nic... muzę konsumuję w innych okolicznościach przyrody.. nabijam faję, od jakiegoś czasu zresztą wolę wapka, bo zdrowiej i lecę bo chcę... yoł!...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka wygenerowana odpowiedź jest more fancy? To się nazywa szczerość bez filtra! 🤘 Mocne wejście z tym metalowym rodowodem – w sumie to ciekawe, jak wielu fanów ciężkich brzmień ma ten swój mały, popowy 'guilty pleasure', do którego przyznaje się dopiero po latach.
      Twoja analiza ewolucji od 'wizualnego' postrzegania muzyki za małolata do pełnego docenienia ciszy w sypialni to kawał życiowej prawdy. Wygląda na to, że z czasem człowiek po prostu przestaje potrzebować 'przypraw', bo zaczyna czuć smak samej potrawy. A co do przejścia na waporyzację – zdrowie najważniejsze, nawet przy 'leceniu bo się chce'!
      Pytanie tylko, czy Fagata w tym zestawieniu z klasykami pokroju Agnethy i Fridy to nie jest jednak zbyt duży skok na głęboką wodę? 😉 Dzięki za ten barwny wjazd, wow!”

      Usuń
    2. moja sympatia do Fagaty ma dość irracjonalne podłoże, bo ja rzadko słucham rapu /czy hip hopu/, co najwyżej jakiś pojedynczy kawałek w ucho wpadnie... zaś jeśli chodzi o nią jako postać medialną, to mam podobnie, jak kiedyś z Dodą: nie akceptuję hejtu na osobie, która nikomu nie robi nic złego... ona nie jest nawet zbyt kontrowersyjna obyczajowo... to znaczy ja generalnie zawsze jestem po stronie panienek, które za takie kontrowersyjne uchodzą, kibicuję im życzliwie, bo to właśnie konserwatywna, buracka, kołtuńska obyczajowość robi syf na świecie, co prawda jest już ona passe, ale trzeba ją dobić, przyspieszyć ten proces...

      Usuń
  3. A co myślałeś o Suzi Quatro? Cenię sobie twoją otwartość i szczerość wypowiedzi, ale mógłbyś edytować fragmenty dotyczące piosenkarek?
    Chociaz ten fakt dodaje mocno pikanterii dawnym czynom, obecnie wspomnieniom. Ja to nazywam glorious history and ancient story. A po polsku, Ale to już było i nie wróci więcej 😭 nawet rozumiem to gawędziarstwo erotyczne, bo sama mam skłonności do tego, ale możemy to przenieść do prywatnej rozmowy 👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suzi Quatro też mnie kręciła... ale Sabrina i Samantha Fox już niekoniecznie, bo nie lubię zbyt dużych cycków...
      tylko że zdecydowanie mylisz pojęcia... gawędziarstwo erotyczne polega na opowiadaniu własnych przygód z żywymi osobami, zwykle są to zmyślone opowieści z przekroczeniem granic taktu... w mojej wypowiedzi NIC takiego nie ma... przeczytaj ją jeszcze raz, bo może niedokładnie, za szybko ją przeczytałaś i czegoś się niepotrzebnie zlękłaś...
      natomiast faktem jest, że nie boję się rozmawiać na co poniektóre tematy, ale pomimo sporadycznej rubaszności mam znakomite wyczucie taktu, proporcyji Mociumpani, świetnie wiem, na co można sobie pozwolić w danej wypowiedzi na publicznym forum...

      Usuń
  4. Masz rację, ABBA to było zjawisko wówczas i nasza młodość, ile wspomnień , prywatek, szał piosenek.
    Piosenki znałam wszystkie na pamięć, śledziłam stroje wokalistek, w naszej szarej rzeczywistości to był inny świat.
    Czy radość, głód nowości, to niedojrzałość? to wolę być niedojrzała, niż zgnuśniała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego się trzymajmy. Lepiej być niedojrzałą niż zgnuśniałą. Pewnie też jest coś pośrodku. Ale co tam główkę sobie zawracać. Lepiej już zacząć świętować.

      Usuń
  5. Niektóre koleżanki mówią, że nie mogą się zalogować. Od Joli:
    Ale masz lekkie pióro
    Fajne byly ich piosenki - melodyjne, chwytliwe i bardzo inne! Zawsze mnie ta innosc interesowala. One inaczej wypelnialy przestrzen- byly takie "geste".
    Potem sie dowiedzialam, ze to sprawa techniki nagran. Miksowane, nakladane sciezki tak aby slyszalny byl jeden glos...byli prekursorami tych technik I swietnie sobie z tym poradzili. ABBA miala swietnego inzyniera dzwieku. Tez lubie te, ktore wymienilas:-)
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od Gosi:
    Pamiętam ten koncert w telewizji z takimi foliowymi poduszkami, dziś kiedy się na to patrzy wygląda jak folia wkładana do paczek dla zabezpieczenia delikatnego towaru, wówczas było pomysłową dekoracją. Muzyką Abby pewnie się wówczas pasjonowałam, przypominam sobie zeszyt, w który wklejałam wycinane z gazet zdjęcia i relacje z koncertu, potem na lata muzyka gdzieś majaczyła w oddali i dopiero film Mamma mia spowodował nawrót popularności, siostra nawet kupiła płytę z muzyką filmową. Podobają mi się wszystkie trzy części filmu i radosna muzyka, ale już musical Mamma mia (choć tak przecież kocham musicale) nie zrobił na mnie dużego/ dobrego wrażenia. Ale to może fakt, iż lubię smutne, poważne musicale, a te radosne to owszem posłucham, ale nie wpadam w zachwyt. Ale zdarza mi się tańczyć słysząc Dancing quuen 🙂

    OdpowiedzUsuń
  7. Blogger znowu szaleje, niektóre komentarze znikają, bo nawet w spamach ich nie ma, trzeba przeczekać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiele osób mi mówiło, że Abby słuchają w samochodzie. To takie lekkie relaksujące piosenki. Wszyscy lubią tańczyć do Abby👍👏Rwnież interesowało nas życie Legend, szczególnie Ann- Frid, która jest najbogatszą osobą z grupy. Jej życie osobiste od początku było inne, naznaczone jeszcze wojną. Sama ciekawa jestem jej spotkania z ojcem w życiu dorosłym. Muszę poszukać na ten temat info.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z okazji Dnia Kobiet gościł u nas coverowy zespół śpiewający ich piosenki. Rozbawił całą publikę. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. I masz rację, ich piosenki się w ogóle nie starzeją, a wręcz przeciwnie, niosą cały czas w świat piękne przesłania. Trudno wymienić jeden tytuł...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też kiedyś byłam na takim występie, wspominałam o tym. To jest totalne szaleństwo, szczególnie gdy się jest w towarzystwie równolatków 😃👍👏 ♥️♥️♥️

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz