Ibsen wiecznie żywy- Wróg ludu w kinie, teatrze i telewizjo.

 "Wróg ludu” Henrika Ibsena to jeden z najbardziej ponadczasowych dramatów w historii teatru i najpopularniejszy po szekspirowskich dziełach. Doskonale pokazuje mechanizm manipulacji, oportunizm większości oraz  samotność jednostki walczącej o prawdę. Historia doktora Thomasa Stockmanna, który odkrywa, że uzdrowiskowe wody jego miasteczka są zatrute, doczekała się wielu wybitnych i skrajnie różnych interpretacji filmowych oraz scenicznych. Z okazji najnowszej premiery w Teatrze Telewizji postanowiłam wrócić do dawnych adaptacji filmowych oraz  polskich teatralnych spektakli. Wszak mamy dostępne kanały i jednym kliknięciem wracamy do małego okienka sprzed lat.

Zaczęłam od adaptacji ze Steve`m McQueenem i Bibi Anderson z roku 1977. Aktor utożsamiany z rolami  przystojnych twardzieli  w filmie ukrywa  się za gęstą brodą, długimi włosami i okularami, jest nierozpoznawalny. Film nie był wyświetlany w Polsce w tamtej epoce, a w USA okazał się zupełną klapą. Zaczęłam go oglądać /na CDA/ z dużym entuzjazmem ciekawa aktorskich  interpretacji  i kolejnych Scen z życia małżeńskiego. 

Film jest bardzo wierny  tekstowi Ibsena (opiera się na adaptacji Arthura Millera). McQueen gra Stockmanna jako człowieka z krwi i kości – początkowo naiwnego, pełnego idealizmu, który stopniowo zderza się z brutalną rzeczywistością. To przebrany Frank Bullit, ale nie ma tamtej siły i determinacji Kapitana z Wielkiej ucieczki.  Jego przemiana w finałowej scenie zupełnie nie przekonuje  wykrzykuje, że „najsilniejszym człowiekiem na świecie jest ten, kto stoi zupełnie sam”, ale jest przestraszony obejmując swoich chłopców. Kamienie rzucane na dom są jak granaty, niszczące jego życie. Czy będzie miał siłe przetrwać? To kino kameralne,  teatralne w swojej strukturze jakby z trzema jednościami, czasu, miejsca i akcji.  Pokazuje, jak osobiste ambicje polityków (reprezentowanych przez brata Stockmanna, burmistrza) potrafią zniszczyć naukowe fakty w imię  ekonomicznego zysku.

Ocena 5/10

Podobała mi się  uwspółcześniona wersja filmowa BBC Scotland An enemy of the people z roku 1980. To jakby powrót do czasów "Żelaznej Damy", jej sukienek i kapeluszy. Prawdziwe szkockie miasteczko Kirkcudbright i jego mieszkańcy służyli doskonale  autentycznej scenografii. Znaleźliśmy się wśród miłych ciepłych  wnętrz końcówki lat 70. z  prawdziwymi ludźmi w  kreacjach, na które teraz patrzymy z nostalgią i melancholią. Słuchamy znakomitej dykcji szkockich gwiazd tamtej epoki / Robert Urquhart,  Micheal Sheard/. Czołówka muzyczna Abby  z piosenką Money money jest mistrzowska.

Adaptacja jest  precyzyjna i wierna tekstowi klasyki, a jej podejście do „Wroga ludu” kładzie nacisk na psychologię postaci oraz ekologiczno-polityczny kontekst epoki. W  słynnej scenie debaty publicznej (Akt IV) zmienia się w prawdziwy Hyde Park,  bohaterowie, statyści będąc w parku stają się częścią manipulowanego „ludu”. Mocno wyeksponowany jest konflikt klasowy oraz rola wolnej prasy. Dziennikarze, którzy początkowo popierają doktora, szybko podszywają się pod „wolę ludu”, gdy orientują się, że prawda uderzy ich po kieszeni. Miasteczko, zmanipulowane strachem przed kryzysem finansowym, solidarnie odwraca się od człowieka, który chciał ich uratować.

W tamtych czasach Margaret Thatcher przygotowywała się do zamykania kopalń, zalewania  ich, aby tworzyć parki. Strajki tamtych czasów były największe w historii Królestwa. Film dwa lata leżał na półce.

Ocena 9/10

 20 września w Telewizji Kultura mieliśmy okazję oglądać  legendarną polską realizację „Wroga ludu” z 1972 roku w reżyserii Jana Świderskiego, z Gustawem Holoubkiem w roli głównej.  To absolutny kamień milowy w historii  Spektakl ten połączył geniusz dwóch tytanów polskiej sceny i do dziś jest uznawany za wzorzec intelektualnego teatru dramatycznego.

Premiera tego widowiska miała miejsce 26 czerwca 1972 roku. Był to czas, kiedy dramat Ibsena pojawiał się na polskich scenach niezwykle rzadko – komunistyczne władze podchodziły do niego niechętnie, obawiając się buntu jednostki przeciwko narzuconej „woli większości”.


Gustaw Holoubek stworzył kreację, która wymykała się tradycyjnemu postrzeganiu tej roli.  Jego głęboki intelekt i charakterystyczny, hipnotyzujący głos tworzył magnetyczną atmosferę. Stockmann nie był szalonym rewolucjonistą. Był intelektualistą, człowiekiem o głębokiej kulturze, który zderzając się z murem kłamstwa, nie tracił godności, a jego finałowy monolog o sile samotności wybrzmiał jak manifest.  Świderski/ który sam był wybitnym aktorem/ reżyserował spektakl z ogromnym szacunkiem  dla postaci i realiów epoki. Skupił się na pojedynku na słowa i racje moralne. Przeciwnikiem dla Holoubka w roli Burmistrza był Seweryn Butrym. Ich starcie reprezentowało odwieczny konflikt etyki z cyniczną taktyką. W obsadzie znaleźli się również Barbara Horawianka, Henryk Borowski i Władysław Kowalski.

 Ocena 10/ 10

Najnowsza, głośna adaptacja dla Teatru Telewizji w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej (z udziałem m.in. Piotra Franasowicza, Łukasza Lewandowskiego i Adama Ferencego) wykorzystuje współczesną dynamikę  mediów. Spektakl pokazuje, jak lokalne zależności, powiązania biznesowe i strach przed stratą finansową potrafią błyskawicznie zniszczyć rzetelność dziennikarską i uczciwość władzy. Wszyscy podkreślamy jego porażającą aktualność w dobie „fake newsów” i politycznych interesów.

Jednakże  nie zainteresowała mnie  gra Piotra Fransowicza, brakowało mu autentyzmu.  Natomiast Adam Ferency dzielnie i z zaangażowaniem bronił swojego interesu.  Współczesne sztuki teatralne często rezygnują z historycznego kostiumu. Nie zawsze mi się to podoba.  Ważne przesłanie lepiej wybrzmi w historycznym kostiumie i zostanie w pamięci.

Ocena 6/10

Podsumowanie

Współczesny teatr kładzie nacisk na ekologię (globalne ocieplenie, ukrywanie katastrof ekologicznych dla zysku) oraz kryzys demokracji. Stockmann w dzisiejszych sztukach nie jest już nieskazitelny – jego wyższość wobec większości bywa przedstawiana jako niebezpieczny elitaryzm, co zmusza widza do głębokiej autorefleksji.

Natomiast inscenizacja ze Świderskim i Holoubkiem stawiała na klasyczne piękno tekstu. Polskie teatry lokalne i regionalne w kolejnych dekadach uczyniły z „Wroga ludu” scenę dla odważnych eksperymentów społecznych, doskonale wyczuwając nastroje w swoich regionach.

Czyli z jednej strony mamy nurt mistrzowski (Świderski/Holoubek), skupiony na wewnętrznym dramacie człowieka i wielkiej, tradycyjnej sztuce słowa. Z drugiej strony – film, teatr współczesny, który w zatrutej wodzie z dramatu Ibsena widzi współczesne zagrożenia: populizm, korupcję i niszczenie ekologii dla zysku.

 Czy oglądaliście którąś adaptację? Czy lubicie klasyczne sztuki we współczesnych kostiumach?


Komentarze

  1. Wstyd się przyznać, ale nie znam, ani utworu, ani adaptacji.
    Klasyki w nowych aranżacjach nie zawsze mi pasują, zbyt daleko idące zmiany trudno zaakceptować, ale może trzeba zmienić nastawienie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się też teraz nie podobają te współczesne aranżacje i dlatego teraz nie zawsze oglądam Teatr telewizji. W teatrze to jest jednak trochę inaczej, do zaakceptowania.
    Słynna Balladyna sprzed ponad 50 laty to był wtedy ewenement. Ale była jedyna. Te współczesne inscenizacje tracą swoją klasyczną wymowę, powszednieją.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ABBA i teatr pamięci. Dancing Queen po sześćdziesiątce.

Echa Edo, przebłyski Meiji- w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej.

Duch Gór w słuchawkach