Jak teatr opowiada książkę? Schronisko, które przestało istnieć.

        Od kilkunastu lat mam letni dom na Dolnym Śląsku i zawsze fascynuje mnie polsko– niemiecka historia Ziem Odzyskanych i jak udało nam się połączyć społeczeństwo, które przybyło tutaj z dawnych kresów naszej ojczyzny jak również z dalekiej Bośni, Rumunii i Polski centralnej.  A do tego wszystkiego mamy jeszcze wpleciony wątek grecki i macedoński. To niesamowite historie, które obecnie możemy posłuchać i zobaczyć na wielu lokalnych festiwalach oraz w domach kultury.

Młody chłopak z Bolesławca Sławomir Gortych /ur.1997/ z wykształcenia stomatolog zafascynował wielu czytelników swoją serią książek o schroniskach,  Schronisko, które przestało istnieć, Schronisko, które przetrwało, Schronisko, które spowijał mrok i Schronisko, które zostało zapomniane.

Zdj. teatralne info.

Wydawanie tych historyczno–kryminalnych powieści rozpoczęło się w 2021. To prawdziwy pochód sukcesu. Książki zdobywają nagrody, a czytelnicy ruszają na szlaki bohaterów. Ja głównie do muzeów  braci Hauptmannów w Jeleniej Górze i Szklarskiej Porębie.

Muzeum braci Hauptmannów w Jagniątkowie


Dekoracje z klocków Lego.

Jeleniogórski teatr im. C.K. Norwida szybko  zainteresował się adaptacją powieści bestellerowego kryminału i 24 kwietnia wystawił prapremierę spektaklu „Schronisko, które przestało istnieć” w reżyserii Tadeusza Pyrczaka. Adaptacji scenicznej powieści Sławomira Gortycha dokonała Magdalena Litwa.



Budynek Teatru w Jeleniej Górze

To przykład  dobrego teatru popularnego – efektownego widowiska z klasyczną fabułą, nie pozbawionego jednocześnie głębszych ambicji. Tekst autora cyklu powieści kryminalnych „Karkonoska seria kryminalna”, których akcja rozgrywa się w Karkonoszach, został wystawiany w Polsce po raz pierwszy.

Twórcy przedstawienia dość wiernie podeszli do treści książki. Przenoszą widzów w Karkonosze, sugestywnie przedstawione w skromnej,  ale mrocznej scenografii Jerzego Basiury i oprawie muzycznej autorstwa Szymona Górki.

Nie miałam przyjemności być na premierze 24 kwietnia i wiosennych przedstawieniach. Bilety zostały wyprzedane z góry   na kilkanaście spektakli, ale w lipcu udało mi się kupić  bilet na rozpoczęcie sezonu  27 sierpnia czyli na   koniec wakacji. Czekałam z niecierpliwością licząc, że Duch Gór stary Liczyrzepa, znany z książek Karla Hauptmanna nie pokrzyżuje moich planów. W Muzeum w Karpaczu można się go przestraszyć.

Tadeusz Pyrczak  sprawnie adaptuje powieść bliską wielu mieszkańcom regionu. Z ogromnym podziwem, jako wielkiej fanki książki, patrzyłam jak  wspaniale  została przeniesiona na scenę. To historia Maksymiliana – dentysty, który wraca w Karkonosze, by odwiedzić pozostawiony mu przez wuja pensjonat Śnieżne Kotły. Wuj Maksa zginął w niejasnych okolicznościach, spadając ze skarpy przed budynkiem. Bohater mierzy się więc nie tylko z zagadką jego śmierci, lecz także z historią miejsca sięgającą 1945 roku, związaną z rodowymi zemstami dzielącymi właścicieli górskich pensjonatów oraz konsekwencjami pozostawienia przez nazistę Henkego portretu Madonny pod opieką pisarza Hauptmanna.

Aby uporządkować książkową fabułę rozgrywającą się w trzech planach czasowych, reżyser – zgodnie z logiką rozdziałów – decyduje się wyświetlać na ekranie daty i miejsca akcji oraz inne cechy danej sceny.  To  trafne rozwiązanie, bo przy niezmienianej scenografii trudno byłoby zorientować się kiedy rozgrywa się akcja. Reżyserowi  udaje się sprawnie poprowadzić widza przez opowieść chociaż uważam z pełnym przekonaniem, że bez wcześniejszej lektury książki, trudno byłoby się zorientować  w akcji. W śledztwie Maksowi pomaga Marta Łyżwińska/ Monika Mikołajczak/ z innego karkonoskiego obiektu, nieczynnego schroniska należącego do Piotra Szula/ Paweł Wydrzyński/

 Rola Marty najbardziej mi się podobała.

W wielowątkowym spektaklu widzowie śledzą splecione ze sobą historie Karkonoszy. Na scenie pojawiają się postacie historyczne w tym niemiecki dramaturg i powieściopisarz Gerhart Hauptmann (Jacek Grondowy), skompromitowany współpracą z nazizmem,  zbrodniarz wojenny Karl Hanke (Michał Skiba), przedwojenny właściciel schroniska Księcia Henryka  (Andrzej Kępiński), a także fikcyjne, m.in. menedżerka górskiego schroniska Justyna (Anna Ludwicka–Mania). Jest też Liczyrzepa.

Robert Mania wcielił się w rolę komendanta milicji Tomasza Grudzińskiego, W roli jego żony, Antoniny, wystąpiła Agata Darnowska, a rolę jego syna, Franciszka, gra Michał Skiba. Drugoplanowa rola  Jakuba Głukowskiego, który wciela się w postać Jaromira, czeskiego ratownika i przewodnika, odgrywającego istotną rolę w odkrywaniu prawdy o wydarzeniach z przeszłości, staje się prawdziwą perełką tej inscenizacji. Jego pojawienie się w scenie to naprawdę świetna  gra.   Interesującą rolę Janiny Węglorz (w książce Gortycha występuje Jacek Węglorz, historyk z muzeum Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie, będący jednym z postaci uwikłanych w intrygę) stworzyła także Magdalena Kępińska.

 Mroczna scenografia Jerzego Basiury angażuje całą publiczność. Przez niemal cały spektakl scena spowita jest gęstym dymem, mającym imitować górską mgłę – w powieści powracającą jako swoista bohaterka lokalnych historii, pomagająca zamaskować zbrodnię lub przeszkadzająca w jej popełnieniu. Z mroku wyłaniają się skały i głównie światła ręcznych latarek, co  wzmacnia poczucie obcowania z  niezwykłą rzeczywistością.

 Dużą atrakcją podczas rozpoczęcia nowego sezonu teatralnego w  Teatrze im. Cypriana Kamila Norwida  było spotkanie ze Sławkiem Gortychem.  Autor osobiście witał  w teatrze i przed spektaklem, Wprowadzał nas w mroczny świat karkonoskich tajemnic, zapowiadając wybrane pokazy. Pisarz opowiadał o procesie przenoszenia kryminału na deski teatru, o ścisłej współpracy z reżyserem Tadeuszem Pyrczakiem i dramaturżką Magdaleną Litwą oraz dzielił się swoimi emocjami związanymi z oglądaniem powołanych do życia bohaterów – m.in. Maksymiliana i Piotra Szula  Przed spektaklem dziękowano aktorowi  Jakubowi Głukowskiemu za ekspresowe przygotowanie się do roli Jaromira z powodu nagłej niedyspozycji innego aktora.

  Autor również promował najnowszą książkę Święto Karkonoszy i  wcześniejsze pozycje o schroniskach. Widzowie mieli okazję zakupić książki bezpośrednio na miejscu.

Moje dolnośląskie koleżanki ze Sławkiem, jak wszyscy pieszczotliwie go nazywają.

 W przerwie pisarz podpisywał egzemplarze powieści, pozował do pamiątkowych zdjęć i osobiście rozmawiał z czytelnikami o karkonoskich szlakach oraz historii Dolnego Śląska. Trudno się było dostać do zdjęcia😀 

To był wspaniały wieczór.



Komentarze

  1. Od Ani, na którą zawsze mogę liczyć, gdy prześlę jej linka. Przeczyta uważnie i odpisze. Dziękuję.
    Alu, świetna recenzja. Czytając ją czułam się jak w teatrze podczas oglądania przedstawienia. Jestem fanką Sławka Gortycha jako pisarza i jako człowieka który i wspaniale pisze przybliżając region Dolnego Śląska i świetnie kontaktuje się z czytelnikiem i fanami. Mnie osobiście dwa razy odpisał, gdy podziękowałam mu za przybliżenie historii regionu i wskazanie szlaków, którymi wędrowałam po Karkonoszach śladem jego książkowych bohaterów. Ma ogromny szacunek do swoich czytelników i czytelnicy za to go kochają. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Serii jeszcze nie znam, ale wydaje mi się, że przeniesienie kryminału na deski teatru, to niełatwe przedsięwzięcie, zwłaszcza ze cykl ma już swoich fanów.
    Skoro twoja recenzja tak pozytywna, to należą się gratulacje wszystkim odpowiedzialnym i widzom oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwisko Sławka Gortycha przyczyniło się do ogromnego sukcesu przedstawienia i przyciągnęło setki widzów.
      Tak, adaptacja była bardzo trudna, szczególnie scenografia, ale wybrnęli z tego prostymi metodami. Gra aktorska czasami drewniana, ale wygrywa książka👍👏♥️

      Usuń
  3. Sławek Gortych bardziej zapoznał mnie z Dolnym Śląskiem niż wszystkie moje historyczki i geografki razem wzięte ;)) Zdecydowanie przybliżył mi ten mało znany mi region – nie miałam okazji dobrze się z nim zapoznać, zanim wyjechałam z Polski.

    Ależ ciekawie byłoby zobaczyć tę sztukę, wszystko to, o czym z zapartym tchem czytałam do późna w nocy.
    Gortycha uważam za niezwykłe "objawienie" na polskiej scenie literackiej – bardzo zdolny, a do tego płodny młodzieniec ;) Oby wena go nie opuszczała, ku radości rzeszy fanów!

    Wow, ile emocji – nie dość, że adaptacja sztuki, to jeszcze spotkanie z samym autorem! Wieczór, który na długo zostanie w pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że ci się spodoba👍👏Wstyd powiedzieć, ale ze mną było podobnie, jeśli chodzi o poznawanie gór wokół Szklarskiej Poręby. Mam dom na Dolnym Śląsku już od 2012 roku, ale po górach nie chodzę, zdobyłam tylko Zamek Chojnik na wysokości około 600 m.
    Dzięki książkom ja z kolei zapoznałam się z życiorysem i twórczością G.Hauptmanna jego brata Karla. Przeczytałam też Trylogię Grecką Siembiedy i zaczęłam w zmasowany sposób chodzić na wszystkie festiwale etniczne ludzi mieszkających na Dolnym Śląsku którzy kiedyś przybyli z różnych stron.
    Sławek Gortych to bardzo miły skromny młody człowiek. Ostatni news to projekt filmu i serialu według jego książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne wieści przynosisz! Z przyjemnością zapoznałabym się również z filmem i serialem.

      Wiem, że nie powinno się oceniać "po okładce", ale autor faktycznie sprawia wrażenie miłego i skromnego. Nie znoszę zarozumiałych ludzi, kimkolwiek by nie byli.

      Nie czytałam jeszcze nic autorstwa Siembiedy, choć zauważyłam, że jego nazwisko często się przewija na blogowisku.

      Rozumiem – mnie również (i zapewne nie tylko mnie) Sławek przybliżył postać Hauptmanna. To doskonały dowód na to, że czytanie naprawdę poszerza horyzonty :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ABBA i teatr pamięci. Dancing Queen po sześćdziesiątce.

Echa Edo, przebłyski Meiji- w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej.

Duch Gór w słuchawkach